“no worry, no happy, no chicken, no curry…”

…po dojechaniu na miejsce zostalismy zgarnieci przez wlasciciela hotelu jeepem marki tata i zabrani do hotelu. zmeczeni szybko poszlismy spac by nastepnego dnia wybrac sie na zaplanowane CAMEL SAFARI. “mama wraz z tata” wszystko z rana dogadali i na 15 nasza trojca miala byc gotowa do drogi. zostalismy rowniez poinformowani ze wybrali dluzsza wersje wycieczki czyli koniec dopiero kolo 18 nastepnego dnia. my -dzieci czyli ja zawada radziej stwierdzilismy ze spokojnie wystarczy nam krotszy trip z powrotem po sniadaniu o cale 2$ taniej. “rodzice” tego dnia wybrali sie obejrzec lokalny fort. my zostawilsimy sobie to na jutro i w tym czasie poszlismy kupic odpowiednie ciuchy na wielblady. z zawada stalismy sie posiadaczami kapeluszy indiana jonesa, z radziejem nabylismy chusty oraz kazdy z nas kupil biala, przewiewna koszule z dlugim rekawem co by nam sloneczko nie spalilo skory. kolo 15:30 zapakowalismy sie na naszego jeepa i pojechalismy w kierunku pustyni oddalonej o 150km od granicy z pakistanem. po 25km zjechalismy z lokalnej drogi i po kilkuset metrach bezdroza ujrzelismy nasZe wielblady… kazdy dostal wlasnego “garbacza” i w towarystwie 2 pustelnikow ruszylismy w droge. z ustalonych 2h, po godzince byla grana akcja pt. “schodzimy z wielbladow i prowadzimy je pieszo”. po 10 min znow wspielismy sie na nasze wierzchowce i ruszylismy dalej. gdy dotarlismy do miejsca przenaczenia, powitala nas wielka piaskowa wydma, na ktorej mielismy spedzic noc. chlopaki rozlozyli nam materace, sprzedali piwko i zostalismy poczestowani pysznymi kolorowymi czpisami, pakorą (smazone pierozki z cebula) oraz oczywiscie herbata – czajem. poki obecny byl szef wycieczki zdazylismy sie dowiedziec ze NIE bedzie dzis dla nas przygotowany parawanik (today the wind is not strong) chroniacy przed wiatrem i piaskiem. ta decyzja nam sie bardzo nie spodobala i po krotkiej rozmowie nagle pojawila sie piekna, kolorowa szmaciana “scianka”. nie da sie? DA SIE:) nastepnie zostalismy przez naszych beduinow poczestowani kolacja w postaci ciapati, ryzu, ziemniakow i zoltego sosu. smaku zadnej z tych rzeczy opisac w stanie nie jestesmy, bo zadna z tych rzeczy smaku nie miala! po wspanialej pustynnej wieczerzy polozylismy na naszych materacach, ktore wczesniej sluzyly jako siodla podczas podrozy na wielbladach i powoli szykowalismy sie do snu. pod golym niebem, w blasku pelni ksiezyca wypilem swoje ostatnie czwarte piwko i niczym dziecko usnalem. w miedzy czasie mister zawada zbudzil radzieja, ktory przerazony wstal z obawa ze zaraz zaatakuje go skoprion czy inne swinstwo. zamiast tego uslyszal… “o ja pierdole radziej! co tutaj jest? ta wydma. jak ona zapierdala?”. tak tak. zawada ze swoja nocna slepota stwierdzil ze gora piasku zaczela nas zasypywac. po tym kolejny raz sie popisal gdy po ujrzeniu psa na czubku innej wydmy wyskoczyl i zaczal szukac kija co by nas wszystkich mogl ochronic przed owym psiskiem. zlosnik a jednak mysli o kolegach;) cala noc minela dosc spokojnie. cali zasypani piaskiem zostalismy obudzeni kolo 7 rano. dostalismy czaju, mango i tosty z dzemem. jedzenie tym razem nas kompletnie nie pociagalo i jedyne czego pragnelismy to wejscie na wielblada i powrot w miejsce gdzie wczesniej wysiedlismy z jeepa. podczas podrozy powrotnej wytrzymalismy prawie cala droge ale na ost 15min znowu bylo grane prowadzenie wielblada za soba. po zejsciu ze zwierzaka kazdy czul jakby mial kamien miedzy nogami. zmeczenie zawady doprowadzilo do tego ze pojawialy mu sie fatamorgany przed oczyma w oczekiwaniu na jeepa… w koncu ten nadjechal i zapakowalismy sie wraz z francuska rodzinka do fury by rusZyc w strone domu ( okazalo sie ze parawanik zostal im zabrany dla nas i biedaki musialy sie meczyc bez zaslony) 🙂 po powrocie pospalismy do 15 i ruszylismy obejrzec fort (tutaj chcemy wspomniec dla tych ktorzy tego nie zczaili, że adam z grabazem wybrali wersje safarii do 18 jednakzostali na tyle wyczerpani nasza krótsza wersja ze wrocili z “dziecmi” wczesniej:) na dzien dzisiejszy siedzimy w jodhpurze dokad dotarlismy zwyklym sleeperem (lokalny wagon sypialny bez klimki). tutaj zaliczymy kolejny forcik i mam nadzieje ze bedzie grane cos wiecej niz zwiedzanie…

20120804-015430.jpg

20120804-015440.jpg

20120804-015456.jpg

20120804-015503.jpg

20120804-015529.jpg

20120804-015601.jpg

20120804-015554.jpg

20120804-015635.jpg

20120804-015639.jpg

20120804-015625.jpg

20120804-015630.jpg

20120804-015645.jpg

20120804-015656.jpg

20120804-015650.jpg

20120804-015721.jpg

20120804-015702.jpg

20120804-015717.jpg

20120804-015712.jpg

20120804-015731.jpg

20120804-015726.jpg

20120804-015743.jpg

20120804-015734.jpg

20120804-015748.jpg

20120804-015805.jpg

20120804-015738.jpg

20120804-015818.jpg

20120804-015813.jpg

20120804-015809.jpg

20120804-015828.jpg

20120804-015823.jpg

20120804-015834.jpg

20120804-015838.jpg

20120804-015843.jpg

20120804-015708.jpg

6 comments

  1. radziejowa ma · · Reply

    Suuuuper:))) Najfajniejszy parawanik 🙂

  2. Kocham outfity!!

  3. natalia · · Reply

    Super! Ps radziej nowe spodenki chyba Ci sie popruly:(

  4. spodnie Radzieja wygrały konkurs !!

    1. radziej · · Reply

      moze i konkurs wygraly ale nie przetrwaly nocy na pustyni… naszczescie juz mam nowe 🙂

  5. jak dotąd chyba najlepsze zdjęcia 🙂 beduini:p

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: